wtorek, 14 listopada 2017

Znalezienie bratniej duszy było trudne. W niedzielę więc przyszedł kryzys i hektolitry płaczu się wylały. Było mi źle. Bardzo źle. 

niedziela, 12 listopada 2017

Nie byłam gotowa na nikogo nowego. Mimo ponownego założenia konta na portalu randkowy czułam się bardzo źle. To nie tak miało wyglądać to wszystko, gdy myślałam o swoim życiu będąc na wakacjach. Potrafiłam nie płakać, ale i tak czułam się bardzo, bardzo źle. Wewnętrznie popsuta. Robię to wbrew sobie, usiłując kogoś na siłę poznać, by zapomnieć to co się wydarzyło. Chciałabym się ogarnąć. 

piątek, 10 listopada 2017

Kolejny facet udowodnił jak bardzo faceci potrafią być beznadziejni. Nasze zauroczenie sobą nie trwało długo, a każdy dzień uświadamiał nam jak bardzo do siebie nie pasujemy, mimo tego staraliśmy się utrzymywać tą relację bez przejmowania się różnicami. Zabrakło dnia na świętowanie drugiego tygodnia znajomości, a to, że ja mogę mieć inne zdanie a on jebnął focha i zakończył znajomość nie jest moją winą. Pewność siebie zmalała mi znacznie, popłakałam się z bezsilności, lecz wcale nie mam ochoty walczyć o tą relację. Nie tego się spodziewałam po kimś, kto uważał, że za bardzo mu na mnie zaczęło zależeć mimo iż mnie nie zna, a na do dodatek dawno nic takiego i tak szybko nie poczuł do obcej osoby. Kupy się to nie trzymało, ale miałam wyjebane. Nie będę tolerować kogoś, dla kogo podział 60:40 w związku jest okey. Sam fakt, że kobieta musi mieć coś do powiedzenia, ale do mężczyzny należy ostatnie zdanie było chore. W czym ten złamas niby jest lepszy ode mnie? W czym ja jestem gorsza od niego? Nie wiem, ale nie mam ochoty się podporządkowywać. Tym razem też zrobił jak chciał. To jest jego podział, zrobić tak jak on chce mając w dupie zdanie drugiej osoby, nawet nie pytając czego ja potrzebuję. Dokonał wyboru. Wyjebał mnie ze znajomych, i zachował się jak pizda a nie facet, więc już wyjaśniło się dlaczego, taki przystojny, inteligenty i zabawny facet jest sam. Nie będę tolerować jego jazd po tygodniu znajomości, bo on jest zazdrosny o mojego kolegę. Chory człowiek, z którym najlepiej nie dyskutować na poważne tematy, bo się obrazi jak mała dziewczynka. Dziwiłam się sobie, po co mi to był. Widocznie po coś...

środa, 1 listopada 2017

Oficjalnie pożegnałam to co było. Poznanie faceta, z którym od ponad tygodnia wisiałam na słuchawce telefonu było desperacją. Za bardzo przypominał Sebastiana w sposobie jaki definiował szczęście, to jak wyrażał swoje myśli, a nawet sposób życia sprawiał, że obrzydzało mnie to. Zwyczajnie potrafił tak wiele dziewczyn przelecieć, myśląc, że jest bogiem. Starszy, dojrzały, konkretny. Zbyt idealny, a jednak jakiś budzący niepewność. I dobrze się stało, że czując: "to nie to", potrafię zrezygnować. Mógł dać mi cały świat, ale ja chciałam tylko spokoju. Nie pasował do mnie, nie chciałam wmawiać sobie czegoś, bo albo to czuję albo nie. Nie spotkam się mimo bliskiej odległości. Za dużo "nie" w tej znajomości. Dziwiłam się samej sobie, dlaczego wcześniej nie zrezygnowałam, ale cóż... Ja i tak pocieszałam się już u kogoś innego, kto zaczynał być dla mnie kimś ważnym. I nie chciałam się budzić z tego snu...