środa, 12 września 2012

;)

W powietrzu wyczuwam jak wielkimi krokami zbliża się do nas jesień. Na drzewach pojawiają się różnokolorowe liście, spadające z drzew tuż pod moje stopy...  Dni zaczynają być coraz to krótsze i coraz trudniej przywyknąć mi do mroku. Tylko patrzeć, jak prawie każdego poranka będą budzić mnie krople deszczu, uderzające głucho o szybę... Znam też ten jesienny stan. Nagle staje się zdolna do zamyśleń i totalnego wyciszenia. Mogłabym tak trwać aż do wiosny...  
Razem z nadejściem jesieni czuję, jak po woli dopada mnie chandra. Jestem zupełnie nieswoja i żyję w ciągłym strachu. Coraz częściej ogarnia mnie dół emocjonalny, którego nie mogę zakopać. Co za okrucieństwo!
Dziś już wiem, że nie tylko jesienią cierpię na chandrę... Ale zacznę od początku! Czuję jakby to było wczoraj, jednak zdarzało się to jakieś 3-4 lata temu. Żyłam normalnie, byłam jak każda przeciętna dziewczyna niczym nie wyróżniająca się z tłumu. Nagle, ni stąd ni zowąd, zaczęłam być nieszczęśliwa. Nic mnie nie interesowało, nic nie obchodziło. Z czasem smutek przeniósł się na ciuchy w mojej szafie, które z neonowo - pastelowej garderoby przerodziły się na czarne i wyłącznie czarne okrycie mojego ciała. Nie były to jednak stare zniszczone łachy, których powstydziłbym się chodzić nawet po domu, jednak dość świeże i jeszcze nowe ciuszki. Tylko i wyłącznie dla tego, że mam słabość do ubrań i kocham modę, nie stałam się łachem ubierającym się w workowate mroczne stroje.
To był na prawdę zły etap w moim niepoprawnym życiu i właśnie poznając jego sądziłam, że wszystkie smutki mam za sobą. Wtedy zrozumiałam jak można na prawdę żyć. Czułam się taką optymistką:), to było na prawdę najlepsze do mnie dotąd spotkało...


Wbrew pozorom drzemie we mnie dusza samotnika, który lubi czasem gdzieś się schować i pobyć kilka chwil zupełnie sam. To takie głupie, że żyjąc wśród miliarda ludzi (albo nawet jeszcze więcej), czuję się czasem zupełnie samotna. Wcale mnie to nie unieszczęśliwia! To emocje mnie rujnują. Myślę, że wynika to z mojej głębokiej empatii, którą odkryłam zupełnie przez przypadek pewnego dnia...
Tak wiele świateł już rzuciło cień...

5 komentarzy:

  1. Czasem nie wiem, co jest fikcją, a co prawdą. Ale jeśli piszesz faktycznie o sobie, to muszę napisać, że też taka jestem. melancholijna, lgnę w sumie do ludzi, ale czasem potrzebuję pobyć sama. Czasem czuję się samotna w tłumie..ale i tak nie lubię być ostatnio za długo sama. Jesień i zima niestety potęgują czasem uczucie osamotnienia, wpadam w głębsze dołki, bywa, że całe dnie jestem niesamowicie zmęczona i nie do życia. Optymizm? nie..codziennie walczę z pesymizmme. I uwierz-można mieć super ludzi wokół i tego wymarzonego, ale pewne podejście do życia i nawyki zostają w nas. Ja to szukam zawsze dziury w całym i to mnie gubi. Empatia także.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety jesień i deszcze nastrajają bardzo... dekadencko, ale to na szczęście przejściowe

    OdpowiedzUsuń
  3. Super na pewno będę odwiedzać twojego bloga częściej ;)
    Obserwuje liczę na rewanż ;)
    Pozdrawiam :)
    http://banalimage.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. piękne, choć ciut melancholijne klimaty u Ciebie, lubię też tak się trochę zatrzymać i zastanowić :)
    całuski

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesień... Nie lubię tej pory roku. Wolę lato. ;)

    OdpowiedzUsuń