niedziela, 11 marca 2012

Poszukiwaczka

Było po 4 nad ranem, gdy wybrałam numer telefonu i zadzwoniłam.

- Matyldo? - zapytałam.

- Tak? - odezwała się bardzo nieprzytomnym, jeszcze zachrypniętym głosem.

- Czy ty w swoim życiu, kochałaś kogoś naprawdę?

***

Było po 10, gdy ja i Matylda usiadłyśmy w zaciszu kawiarenki. Sala jeszcze świeciła pustkami, a mieszkańcy miasta nie mieli ochoty wstać z łóżek. Pogoda wcale nie sprzyjała wychodzeniu z domu, nie mówiąc już o tak wczesnej porze dla wszystkich śpiochów, którzy właśnie nad ranem wrócili z imprezy… Ja jednak wstałam, by udać się na kremówkę z gorącą czekoladą. Od samego przekroczenia progu kawiarni, w powietrzu unosił się cudowny zapach przeróżnych pyszności, który był specyficzny dla tego miejsca.

Wybrałam najbardziej odosobnione miejsce w kawiarni i razem z ukochaną przyjaciółką i czekałyśmy na kogoś kto z łaski swojej, zapyta co takiego chciałyśmy…

- Czy można kochać, kochać kogoś naprawdę? -  zapytała Matylda. Wiedziałam, że to wcale nie będzie łatwy temat. Niestety po dłuższej rozmowie, nie uzyskałyśmy zadowalających nas wniosków. Kocha się rodziców, rodzeństwo (o ile się je posiada), kocha się psa czy papugę, bo to też część rodziny. Kocha się bo tak wypada, czyli za coś. Nic bezinteresownie.

Ale czy można kochać kogoś, tak bezinteresownie tylko dlatego, że jest? Tylko za to, że możesz się przy tej osobie dobrze czuć, że nie oczekujesz niczego w zamian, kochasz za nic. I nie mam tu na myśli głupiego szaleństwa 13-letnich nastolatek, które kochają twarze znanych aktorów na plakatach i myślą o nich całymi dniami. To chore, to powinno podlegać zamknięciu w odizolowanych od społeczeństwa ośrodkach, by inne, jeszcze zdrowe nastoletnie koleżanki, się nie zaraziły…



Myślę, że Matylda nikogo nie kochała na prawdę. Kocha nas, swoje Potworki, bo nie czarując się, ma zysk - choćby taki, że nie spędza samotnie weekendowych wieczorów. A Zuza? Zuza, to przewrażliwione dziewczę. Cały czas szuka, kogoś lub czegoś, by kochać, ale kto by ją chciał? Przecież, tak naiwnych osób nie chce się na dłuższą metę. A u niej, tylko uczucie z wzajemnością wchodzi w grę. Wiem to doskonale, gdyż mam niezwykłą zdolność obserwowania ludzi.  Podsumowując, w tym przypadku też nie chodzi o bezinteresowność.

A co z Oskarem? Myślę, że to totalny świr i kocha tylko siebie. Jest narcyzem zaparzonym w siebie. To szalony przypadek, inny niż ja. Ja jednak uważam, że niektórzy ludzie są jak białe płótno, którzy poszukują swoich farb, i tylko dzięki tym dwóm czynnikom powstaje jakaś historia i piękny obraz. Jedno z bardziej wybitnych dzieł, które z czasem owocuje i zyskuje na wartości. To dużo lepsze, niż teoria o poszukiwaniu drugiej połówki jabłka, które może okazać się robaczywe, lub zgnite w środku.

Tak więc, warto szukać… Bo kto szuka, ten znajdzie…  

5 komentarzy:

  1. wow :D co do nastolatek mam 14 lat i jakoś nie mam choroby ''kochania się w aktorach'' uważam że to debilne ^^ każdy dojrzewa w swoim tempie :>

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne :D przeczytałam na jednym oddechu to co tu napisałaś :)
    obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zajedwabiste :) poprostu brak słów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. poznałem Cię, bo pomyliłaś nr. gg :D
    Po krótkim pisaniu z Tobą i przeczytaniu Twojego bloga co zrobiłem pierwszy raz sadzę, że jesteś dobrze pojebana:) i bardzo dobrze, bo normalni ludzie są nudni:P
    Powodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń